Pucujesz gablotê od rana w niedzielê, ¯eby siê co tydzieñ pokazaæ w koœciele. A wystarczy jedna nieuwa¿na chwila, ¯eby ta gablota kierowcê zmieni³a.
To ja z³odziej, to ja z³odziej Ja pêdzê przed siebie w Twoim samochodzie. ¯ujê Twoj¹ gumê, s³ucham Twoich p³yt, A Twoja œwiadomoœæ okreœla mój byt.
200 na godzinê, glina w radar pluje. Ju¿ mnie nie dogoni, nawet nie próbuje. Jak znajdê swój koniec na przydro¿nym drzewie, Zostawiê Ci auto na parkingu w niebie.
To ja z³odziej, to ja z³odziej...
Diabe³ mi szykuje kocio³ pe³en smo³y. Bo Ty by³eœ smutny, kiedy ja weso³y. Przypali mi boki diabelskim palnikiem, Bo mu te¿ zwinêli ca³kiem now¹ brykê.
To ja z³odziej, to ja z³odziej...
To ja z³odziej, to ja z³odziej Pogi¹³em zderzaki w Twoim samochodzie. A jak mi siê znudzi ta Twoja gablota - Puszczê j¹ do ludzi, bêdzie po k³opotach.